Documente online.
Username / Parola inexistente
  Zona de administrare documente. Fisierele tale  
Am uitat parola x Creaza cont nou
  Home Exploreaza
Upload




























Zapis koncertu Jacka Kaczmarskiego w Wielki Czwartek, 12 kwietnia 2001 roku w Piwnicy pod Harendą

Poloneza




Zapis koncertu Jacka Kaczmarskiego w Wielki Czwartek, 12 kwietnia 2001 roku w Piwnicy pod Harendą

Jak zwykle będzie to wybór piosenek bardzo dawnych, dawnych, niedawnych i całkiem świeżych, jeszcze ciepłych, które ogólnie rzecz biorąc można nazwać "Pieśniami bohaterstwa i pieśniami szyderstwa" Bohaterskich było więcej dawniej, szyderczych jest więcej dzisiaj, nie wiedzieć czemu. Jak zwykle koncert będzie się składał z dwóch części. W przerwie i po koncercie służę sobą 20220f58u , y, w celach. rytualnych.




Na początek kilka piosenek z cały czas szykującego się i poszerzającego się programu "Mimochodem", który mamy nadzieję nagrać jesienią tego roku. Najpierwszy utwór z tego programu według sławnego obrazu Petera Breughla (?pis) starszego "Upadek Ikara"

Pług rozgryza grudy bure, karnie dźwiga brzemię wół,

Szumne drzewa rosną w górę, szumne rzeki płyną w dół,

Tłustą ziemią oracz kroczy, płytki w niej odciska ślad,

Całym światem jego oczu ociężały wołu zad,

Całym światem jego oczu ociężały wołu zad.

Odurzone nieba skalą, morze marszczy się beztrosko,

Z migotliwą tańczy falą, białe piórko z kroplą wosku.

Wodzi kręty szlak wędrowca wąwozami w cieniu wzgórz,

Wodzi pasterz wierne owce pod nożyce i pod nóż,

W płynnym świetle oddalenia drży niepewny siebie cel,

Miasto blasku, port wytchnienia, szmaragd, błękit, róż i biel,

Miasto blasku, port wytchnienia, szmaragd, błękit, róż i biel.

Odurzone nieba skalą, morze marszczy się beztrosko,

Z migotliwą tańczy falą, białe piórko z kroplą wosku.

Mrówczy ruch na wantach statku, w słońce godzi w masztu grot,

Nie rozmyśla o upadku, kto na rychły liczy wzlot,

Lśnienie płaszczyzn nie zna granic dla bezliku dróg i miejsc,

Nie zagląda w głąb otchłani, kogo żagiel niesie w rejs,

Odurzone nieba skalą, morze marszczy się beztrosko,

Z migotliwą tańczy falą, białe piórko z kroplą wosku.

Śpiewa pasterz, beczy owca, klaszczą żagle, stęka wół,

Fala dźwiga tors żaglowca, drzewa w górę, rzeki w dół,

Nad urwiskiem gnie się gałąź, znieruchomiał na niej ptak,

Ptasim wzrokiem objął całość, lecz nie pojął jej i tak,

Ptasim wzrokiem objął całość, lecz nie pojął jej i tak.

Porażone nieba skalą, morze cierpnie gęsią skórką,

Z migotliwą znika falą, z kroplą wosku martwe piórko.

Program "Mimochodem" będzie się zajmował - pewnie część z was już słyszała tę gadkę - wszystkim tym, co się dzieje w życiu mimochodem, czyli przez nas nie zauważane, błahe, a potem się okazuje, jak to się mówi, "brzemienne w skutki". Ale okazuje się to poniewczasie, kiedy już nic na to nie możemy poradzić. W związku z tym zajmuje się również sprawami męsko-damskimi. Piosenka z tego cyklu traktująca o zalotach, a w zasadzie o osobliwej tradycji w naszym kręgu kulturowym - przynajmniej za moich czasów, kiedy jeszcze się zalecałem - kiedy to on musi się starać, namawiać, organizować właściwą atmosferę, zdobywać środki, przekonywać, namawiać, a jej wolno reagować na to w sposób niezobowiązujący .(?), ulubionymi powiedzonkami, które nic nie znaczą i do niczego jej nie zobowiązują - co nie zmienia faktu, że w efekcie i tak wszystkie konsekwencje spadną na nią. Piosenka nosi tytuł "Coś ty!"

Pójdź najdroższa na kolano -

Prawię frazą wyszukaną -

Nastał czas miłosnej kośby -

Coś ty! - Ona na to - Coś ty!

Jest w tym "Coś ty!" nutka wiotka,

Co radośnie niedowierza,

Jakbym z domowego kotka

W drapieżnego wyrósł zwierza.

Choć, uniosę cię daleko,

W nieskończoność pod powieką,

Gdzie nie dręczy świat nieznośny -

Coś ty! - Ona na to - Coś ty!

Jest w tym "Coś ty!" rękawiczka

W twarz ciśnięta mojej jaźni

I wyzwanie na policzkach:

Nie obiecuj, bo się zbłaźnisz.

Nie baw się figowym listkiem,

Wszak intencje moje czyste,

Serce szczere, cel nie sprośny -

Coś ty! - Ona na to - Coś ty!

Jest w tym "Coś ty!" przyzwolenie,

Co sugestię za nos wodzi,

Że dążeniu i spełnieniu

Sprośna szczypta nie zaszkodzi.

Lżej przez życia brnąć czeluście,

Gdy rozprasza mroki uśmiech,

I przymierze żądz podniosłych -

Coś ty! - Ona na to - Coś ty!

Jest w tym "Coś ty!" wątek znany,

Ufność błoga i beztroska,

Dla latarni zakochanych -

Czeluść życia to błahostka.

Z drapieżnika znowu kotek,

Mówię wreszcie syt miłości:

Będzie tego z dziesięć zwrotek -

Coś ty! - Ona na to - Coś ty!

Jest w tym "Coś ty!" zrozumienie

Smaku, co zabija w ustach,

Pobłażliwość, smutku mgnienie

I nieprzenikalność lustra.

Ona śpi, a ja w rozpaczy,

Jedno "Coś ty!" tyle znaczy,

Dożywocie niepewności -

Coś ty! - szepce śpiąca,

Coś ty! - szepce śpiąca,

Coś ty!

I rozwinięcie tego tematu o te elementy owej jedynej w swoim rodzaju przygody życiowej, o te elementy, które były przed carycą (???) i po - "Legenda o miłości"

On ją dostrzegł nagle, ona go dojrzała,

I świat im zniknął z oczu, jak z dmuchawca puszek.

Ciało jak powietrza zapragnęło ciała,

I czujnie się jęły obwąchiwać dusze.

Tyle niepewności - i odwagi tyle,

Żadne nie wiedziało, że tylko przez chwilę.

Liczyli razem gwiazdy, biedronki i ptaki,

Bo na siebie liczyć nie śmieli na razie.

Każdy gest sygnałem, każdy uśmiech znakiem,

Los szyderczym szyfrem, a ??? obrażeń.

Tyle prawd przewrotnych - i tajemnic tyle,

Żadne nie wiedziało, że tylko przez chwilę.



Aż wręczył jej tulipan prężny łeb i gładki,

Purpurą nabrzmiały jak płonącym mrokiem.

A ona na to róży rozchyliła płatki,

By spłynęły po niej życionośne soki.

Tyle tkliwych lęków w nieuchronnej sile,

Żadne nie wiedziało, że tylko przez chwilę.

Misterium energii, wulkan, błyskawice,

Szramy po pazurach i chwalebne sińce.

Zachłanną bachantkę skrzesał z bladolicej,

Ona z trubadura - swego barbarzyńcę.

Tyle zapamiętań - i przebudzeń tyle,

Żadne nie wiedziało, że tylko przez chwilę.

Gniazdo, już pisklęta, spełnione pragnienia,

Uznali więc, że teraz stać ich już na wszystko.

Za dnia naprawiali usterki istnienia,

Nocą przy kominku strzegli paleniska.

Tyle dobrej woli - próżnych trudów tyle,

Żadne nie wiedziało, że tylko przez chwilę.

On ją zaczął zdradzać, choćby i w marzeniach,

Ona drżała czując cudzych oczu dotyk.

Czas się im wyskąpił na wspólne olśnienia,

Bitwy się zmieniały w codzienne kłopoty.

Tyle w nich oskarżeń - i winy w nich tyle,

Żadne nie wiedziało, że tylko przez chwilę.

I dopadł ich spokój, ani się spostrzegli,

Już grzali zziębłe stopy, choć wygasł kominek,

I jeszcze z nawyku stare kłótnie wiedli,

Gdzie miłość błądziła, jak zbędny przecinek.

Tyle niespełnienia - i przesytu tyle,

Ale już wiedzieli, że tylko przez chwilę.

Aż jemu się zmarło, i ona w ślad za nim,

Odeszła między gwiazdy, ptaki i biedronki.

Wszak byli na wieczność w sobie zakochani,

Nie cierpiąc nawet w kłótniach najkrótszej rozłąki.

Tyle było życia - kochania w nich tyle,

Ani nie poczuli, że tylko przez chwilę.

Tak się złożyło, że półtora miesiąca temu, w Australii obchodziłem absolutnie samotnie swoje 44 urodziny. Dla poety w Polsce to jest znacząca rocznica, ale nikt zdawał się tego nie dostrzegać z was, bo dostałem zaledwie dwa telefony od najbliższych. W związku z tym sam sobie zrobiłem prezent pod tytułem "Przypowieść na własne 44 urodziny"

Odkrywca rynsztoków, rynien, gzymsów, dachów,

Bywalec pałaców, sypialnianych puchów,

Sam sobie sekretem, pychą i postrachem,

Nikomu nie winien łaski ni posłuchu.

Przemierzam wytrwale odcienie ciemności,

Zaglądam do okien w szklane książki??? światła,

Rozumiem bezsenność, pękam z bezsenności,

Gdy chcąc nie chcąc susa??????? bierze mnie za świadka.

Ale nic mi po mnie, sam zmagam się z nocą,

Ja - diabeł kulawy, ja - marcowy kocur,

Ale nic mi pomnie, sam zmagam się z nocą,

Ja - diabeł kulawy, ja - marcowy kocur.

Za biurkiem polityk zaczernia arkusze,

Tak gęsto, że nie wie już sam, kiedy kłamie,

Rozkosze zamienia słowami katusze,

Bezsenność ambicji usypia mu pamięć.

Strzyga??? mu podsuwa zaszczytne odbicie,

W aureoli sierści zimne źródła źrenic,

Patrzcie, dla was nie śpię, kiedy wszyscy śpicie,

Beze mnie, niewdzięczni, jesteście zgubieni.

Zatem nic mu po mnie, mam ja własną dumę,

I pyszną namiętność skłóconą z rozumem,

Zatem nic mu po mnie, mam ja własną dumę,

I pyszną namiętność skłóconą z rozumem.

?????? ????? cygarem bystry finansista,

Planuje na jutro miłosierne cięcie,

Które krew ofiary wypuści do czysta,

Korzystne dla wszystkich kończąc przedsięwzięcie.

Dostrzega za oknem stworzenie kulawe,

I z nieużywanym droczy się sumieniem,

Wytęża się w ciszy, klęska kocha wrzawę,

Śledź lubi cebulę, a pieniądz milczenie.

Zatem nic mu pomnie, mam ja własny rewir,

Gdzie świat się sprowadza do łupu i trzewi,

Zatem nic mu pomnie, mam ja własny rewir,

Gdzie świat się sprowadza do łupu i trzewi.

Zaś ten sam (????) wciąż pisarz, przysyła butelkę,

Tak, jakby spirytus mógł mu dodać ducha,

Słowa kiedyś wielkie stały się niewielkie,

Choćby wykrzyczanych mało kto dziś słucha.

Gołębie śpią w gniazdach z własnego guana,

?????????? psoci?? jak księżyc się chwieje,

Marzył o wolności, i wolność mu dana,

Po to, by odebrać siłę i nadzieję.

Zatem nic mu pomnie, mam ja własne mroki,

I własną samotność nie cierpiącą zwłoki,

Zatem nic mu pomnie, mam ja własne mroki,

I własną samotność nie cierpiącą zwłoki.

Za tym oknem para parzy się zajadle,

Dysząc ciszą, żeby dzieci nie słyszały,

Czwórka śpi za drzwiami ślepych kociąt w stadle,

Ona w trwaniu harda, on w żądzy wytrwały.

I modlą się w przerwach, modlą o dobrobyt,

Aby zmienić historię ufając ciemnościom,

Modlą się do Boga, by z nędzy wydobył,

Bo nędza żyje żądzą, jak życie miłością.

Zatem nic im po mnie, gdy    mnie chwyta,

O niczym nie myślę, o Bogu nie pytam,

Zatem nic im po mnie, gdy    mnie chwyta,

O niczym nie myślę, o Bogu nie pytam.

A tutaj, w tym oknie śmierć żyje samotna,

Karmiona resztkami winy i radości,

Przemogę??? bezgłośnie obok tego okna,

Nim przyjdzie widoczne dotknięcie nicości.

Zrodzony ze spazmu pierwszego dnia wiosny,

Cały poskręcany w instynkty i zmysły,

Obwieszczam kocicy swój skowyt miłosny,

Ostrzegam kocura sykiem nienawistnym.

Ja sam byłem bogiem, wyrocznią człowieczą,

Posłańcem czarownic, samym Behemotem

Dziś    władzy wszechrządną cieczą,



Bo tyle mam istnień, że nie dbam, co potem.

Co, kiedy, dlaczego, gdzie, za co, i po co? -

Świadek nieskończonych potyczek z niemocą,

Co, kiedy, dlaczego, gdzie, za co, i po co? -

Świadek nieskończonych potyczek z niemocą.

I jeszcze jedna piosneczka o tym, co obok, mimochodem. Piosenka nosi tytuł "Piosenka zza miedzy" i traktuje o naszym dość osobliwym podejściu do spraw ostatecznych.

Grzech wyniszcza, cnota tuczy,

Chrystus się polskiego uczy,

Nieomylne rzeźbią pieśni,

Ziemię płaską jak naleśnik.

Wokół Ziemi krąży Słońce,

Szatan ponoć ma dwa końce,

Więcej wiedzieć niebezpiecznie,

Jeśli żyć chcesz wiecznie.

Przywykły pokolenia,

Że tak się los nam splata,

Za miedzą dzień stworzenia,

A u nas koniec świata.

Wsparł twórca dusze słabe,

I stała się odmiana,

Za miedzą wieża Babel,

A u nas słowo Pana.

Nagrody przyszła pora,

I kary, tam, gdzie trzeba,

Za miedzą So - Gomora,

A u nas manna z nieba.

W piekle widły są i smoła,

Judasz Żyd o litość woła,

A w niebiosach kurki chmurek,

Miłosierdzie i paciórek.

Czyściec czeka na człowieka,

Co od pokus nie ucieka,

Więcej wiedzieć niebezpiecznie,

Jeśli żyć chcesz wiecznie.

Że światu nie do śmiechu,

Trudno się nawet dziwić,

Za miedzą siedem grzechów,

A u nas sprawiedliwi.

I próżno by zaprzeczać,

Kto w sromie, a kto w chwale,

Za miedzą siódma pieczęć,

A u nas Jeruzalem.

Jeszcze się Bestia sroży,

Ostatnim zionąc tchnieniem,

Za miedzą już gniew boży,

A u nas objawienie.

Za miedzą koniec świata,

A u nas zmartwychwstanie,

Lecz wciąż ku niebu wzlata

Chór próśb o zmiłowanie.

Słuszna trwoga i pokora,

Niewiadoma śmierci pora,

Niewiadome i wyroki,

Kto w płomienie, kto w obłoki.

Niepojęta kręta ścieżka,

Tego, kto wśród ludzi mieszka,

Więcej wiedzieć niebezpiecznie,

Jeśli żyć chcesz wiecznie.

Opis obrazu Francisco Goyi "Okładający się kijami". Nie będę rozwijał tej zapowiedzi, bo już żal.

Wrzask w niebo uderza wysokie

I z trzaskiem krzyżują się kije,

Od zmierzchu złocistym obłokiem,

Co sił w grzbietach swój swego bije

Pijany wolności wyrokiem

Ugrzęźli na dobre w ojczyźnie,

Jak krzywe wrośnięci w nią drzewa,

I żaden się z nich nie wyśliźnie,

W odbiciu swych wstydów i zniewag,

Co ciałem oblekły się bliźnim.

Wytłukli do cna żyzne myśli,

I światło się od nich oddala,

Więc w krzyk trzeciorzędni statyści,

Że wściekłość w nich wielkość wyzwala,

Nienawiść z małości oczyści.

Obławą, liszajem godności,

Ich twarze od wrzasku skarlałe,

Potężni się czują i wzniośli,

Rachując korzyści i kości

Bezwzględnym klekotem pałek.

Prócz plucia i stania w rozkroku,

O niczym nie mają pojęcia,

Lecz mimo to wierzą głęboko,

Że czeka ich cud wniebowzięcia,

Gdy tylko zatłuką się,

W końcu zatłuką się,

Całkiem zatłuką się w mroku!

"Zakopywanie głowy" - Piosenka będąca komentarzem do zdjęcia Agence France-Press w Polityce z lutego 2000 roku. Co jest na zdjęciu, piosenka dosyć wiernie opisuje.

Porządny jarmark jest nieważny bez niezbędnego miejsca kaźni,

Prawdziwy bukiet bytu tworzy ostra przyprawa szczerej grozy,

Kantor, szulernia, szynk, kaplica i szafot - oto pełnia życia,

Za pełnię życia śmierci haracz - jest kapłan, otchłań i ofiara.

Soczystą gałąź szyi gości suchy pień drzewa wiadomości

Ostrze ją bezimienne przetnie w radosnym wrzawy żywych requiem.

Tak wspominamy średniowiecze, dzisiaj kolejny zginał Czeczen,

Niesie hamując wstręt sołdacik odciętą głowę na łopacie,

Głowę Chrzciciela i Karola, Dantona i Tomasza Moora,

W żarłocznej ziemi ją zakopie, a razem z nią jej czcze utopie.

Byle utopia spadła z karku, każda się sprzeda na jarmarku,

Bo jarmark trwa, bez aktu kaźni smak życia nie był by wyraźny.

Bo jarmark trwa, bez aktu kaźni smak życia nie był by wyraźny.

"W dwadzieścia lat później według Aleksandra Dumasa Ojca" - Piosenka napisana na 20 rocznicę powstania Solidarności

Muszkieterowie już nie ci sami -

Dojrzałości pożółkli goryczą,

Zaczęli liczyć się z realiami,

Choć realia się z nimi nie liczą



Muszkieterowie już nie ci sami -

Dojrzałości pożółkli goryczą,

Zaczęli liczyć się z realiami,

Choć realia się z nimi nie liczą

Słaby tron, książęta żadni, kwaśne wina,

Cech żebraków i proboszczy trzęsie miastem,

Nagrabionym srebrem karmi się Kardynał,

Dawna służba - na polityków wyrasta.

D'Artagnan jest muszkieterów oficerem,

(Sam purpurat raczy dawać mu rozkazy),

W przedpokojach władzy czeka na karierę,

Szpadą oskrobując but z zapachu władzy.

[Było: Ostrzem szpady czyszcząc but z zapachu władzy.]

Brat Aramis stal w biskupiej skrył sukience,

Maścią intryg pielęgnuje gładkość dłoni;

Kiedy trzeba - zdradzi i umyje ręce,

Kiedy trzeba - Pismem Świętym się zasłoni.

Muszkieterowie już nie ci sami -

Dojrzałości pożółkli goryczą,

Zaczęli liczyć się z realiami,

Choć realia się z nimi nie liczą

Muszkieterowie już nie ci sami -

Dojrzałości pożółkli goryczą,

Zaczęli liczyć się z realiami,

Choć realia się z nimi nie liczą

Portos w hołdów i tytułów tłuszcz obrasta,

Szpada służy mu za rożen na zające;

Można lepić i urabiać go jak ciasto,

Byle olśnić jakimkolwiek celu słońcem.

Prawy Atos przestał w końcu [było: wreszcie] pić na umór -

Czci i chroni szpady etos dumny Atos;

Choć wątroba nie ta - wciąż ta sama duma,

(Jego syn zapłaci kiedyś życiem za to).

Przyjaciele okłamują się w ukłonach,

Nie ufają sobie dawno już za grosz:

Nowych czasów bólem dali się przekonać,

Że się zdradą, a nie szpadą, kreśli los.

Każdy za siebie, kosztem każdego,

Na prywatną miarę [było: wiarę] grób mości;

"Jeden za wszystkich, wszyscy za jednego" -

Stara baśń [było: Baśń] niewinnej młodości.

Każdy za siebie, kosztem każdego,

Na prywatną wiarę grób mości;

"Jeden za wszystkich, wszyscy za jednego" -

Stara baśń niewinnej młodości.

Jeszcze stać ich, by Historii się przypomnieć,

Skoczyć w siodło i wykrzesać iskry z ostrza,

Znów uwierzyć w zew - Muszkieterowie! Do Mnie! -

Lecz Historia czy się stanie przez to prostsza?

Psieje świat, czy może właśnie psieją oni,

Psiocząc na to, co ich dziełem w jakimś stopniu?

Z siebie samych szydzą, gdy im się przypomni,

Jacy byli kiedyś pięknie nieroztropni!

Własne wspomnienia - jak cudze losy,

Trzosy pełne, a serca - próżne;

Fałszu zeskrobać z prawdy - nie sposób,

Zaledwie w dwadzieścia lat później.

Własne wspomnienia - jak cudze losy,

Trzosy pełne, a serca - próżne;

Fałszu zeskrobać z prawdy - nie sposób,

Zaledwie w dwadzieścia lat później.

Własne wspomnienia - jak cudze losy,

Trzosy pełne, a serca - próżne;

Fałszu zeskrobać z prawdy - nie sposób,

Zaledwie w dwadzieścia lat później.

Zaledwie w dwadzieścia lat później.

Zaledwie w dwadzieścia lat później.

I tytułowa piosenka programu "Mimochodem", o tymże tytule. Piosenka napisana mimochodem.

Słońce błyśnie między wschodem a zachodem,

Mimochodem obrysuje miasto chmur.

Jednych dziegciem dzień nakarmi, innych miodem,

Temu głowę wzniesie, temu napnie sznur.

Trochę starsze znów się stanie to co młode,

Jakby strzepnął ptak kolejną kroplę z piór.

Mimochodem, mimochodem,

Jakby strzepnął kroplę z piór.

Tym pod nogi róż kobierzec, tamtym kłodę,

Pozostałym - mimochodem - byle co.

Frustrat skargę śle, laureat pisze odę,

Raz się dobro jawi złem, raz dobrem zło.

Słowo wpada w morze słów, jak kamień w wodę,

Krążek myśli pozostawi brnąc na dno.

Mimochodem, mimochodem,

Krążek myśli brnąc na dno.

Cierpi syty - niepojętym zdjęty głodem,

Zgłodniałego - mimochodem - syci złość,

Temu mostu przęsło, temu dom z ogrodem,

Komuś o coś chodzi, za kimś chodzi coś,

Na stracenie, na pożytek i na szkodę,

Jak złośliwie między psy rzucona kość.

Mimochodem, mimochodem,

Między psy rzucona kość.

Tańczą, walczą, zieją żarem, zioną chłodem,

Mimochodem spalą w pył, zetną w lód,

Swego boga za słomianą szarpią brodę,

By im dał nadziei źdźbło, ładu łut,

Sen za jawę biorą, karę za nagrodę,

Odtwarzając krótkie scherzo swe bez nut,

Mimochodem, mimochodem,

Krótkie scherzo - bez nut.

Nic już więcej z tego rymu nie wywiodę,

Mimochodem układając cierpką pieśń,

Pocieszenie tylko dodam na osłodę,

Że w niej drzemie mimochodem ważka treść,

Chwila światła między wschodem a zachodem,

Wobec której trudno tak po prostu przejść,

Mimochodem, mimochodem,

Trudno tak po prostu przejść,

Miasto chmur, chwile szczęść.










Document Info


Accesari: 1367
Apreciat:

Comenteaza documentul:

Nu esti inregistrat
Trebuie sa fii utilizator inregistrat pentru a putea comenta


Creaza cont nou

A fost util?

Daca documentul a fost util si crezi ca merita
sa adaugi un link catre el la tine in site

Copiaza codul
in pagina web a site-ului tau.




eCoduri.com - coduri postale, contabile, CAEN sau bancare

Politica de confidentialitate




Copyright © Contact (SCRIGROUP Int. 2021 )